Nie wiem.. nic nie wiem. Nie wiem…

Kto by przypuszczał, że tak się zamota to wszystko? Że nie będę wiedziała co czuję? Że stracę kogoś ważnego..

Pozwoliłam mu odejść. Ja go nie zraniłam. Ja go doszczętnie zniszczyłam. Boli. Moje serce jest roztrzaskane na jeszcze mniejsze kawałki niż było..Nie da się tego odkręcić.. Tak bardzo chciałabym…

Chciałabym znowu z Nim porozmawiać. Jak zwykle. O niczym.. Te rozmowy były ważne dla mnie. Dla nas. Nie da się wrócić do początku..

Zobaczył mnie taką, jaką nigdy nie chciałam, żeby zobaczył..Z jego „Adios” popłynęły słone łzy.

Straciłam przyjaciela.

Beznadzieja.

Nie będę pisać, że powracam, bo to nieprawda. To nigdy nie jest prawda..

Niby po co mam wrócić? Jakby był jakikolwiek cel tych „powrotów”..Nie ma celu, nie ma także powodu. Worek z nic nieznaczącymi notatkami z mojego serca, jest workiem bez dna. Co tam raz wpadło, nic nie ma prawa bytu..

Z mojego serca..

Z mojego… co?

I tak na końcu się okaże, że go nie mam. Że jestem pieprzoną egoistką patrzącą jedynie na siebie. Może i tak jest, może i tak będzie. Nie mam siły temu zaprzeczać. Nie chce mi się zaprzeczać niczemu..

Tak naprawdę, to chce mi się krzyczeć. Zostałam odcięta od tego, co jest moim życiem. A w mojej głowie.. Trudno to nazwać ładem i porządkiem. Jestem jeszcze bardziej bezużyteczna niż wcześniej. Chociaż, czy moje „bzdurne obrazki kotów”, jak to nazwała jedna z moich koleżanek, są komukolwiek do czegoś potrzebne? Nikt nie bierze pod uwagę, że to one mnie napędzają. Bez rysowania usycham. Ale co ja mogę, kiedy nawet nie mogę ołówka czy piórka trzymać w ręce. Wszystko mnie denerwuje. Na niczym nie mogę się skupić, a miałam szukać pracy.. mój plan się sam nie zrobi..

Mój plan..

A to innym razem. Jeśli uda mi się cokolwiek zacząć, będę szczęśliwa. Jednakże na razie nic nie mogę powiedzieć.

W chaosie, który był koło mnie, można powiedzieć, że się nic nie zmieniło. Nigdy nie chciałam być w centrum zdarzeń.. Nie. Zawsze lubiłam pój świat na poboczu. Czemu tym razem jest inaczej? To męczące. Nie rozumiem tylko czemu ja..

Nie jest jakąś wyjątkową osobą, by miało się koło mnie wszystko kręcić. Czasem mam ochotę uciec od wszystkich..

A w mojej głowie zamieć…

Normalnie pustka. Wieje znikąd i do niczego. Do niczego to ja się czuję..

Wiele za wiele się wydarzyło. Za dużo myślę. Za bardzo co? No co?

Mam dość wszystkiego. I ciągle „jesteś moja”.. a gówno prawda. Jestem niczyja. Ja zawsze będę wolna i będę starała się dojść do tej wolności. Niewidzialne kraty wokół mnie? Nie. Nie ma żadnych krat. Wszystkie jakie były, połamała w drobny pył.. Tak. Ona. Nie ja.

Kim jestem?

Kim jestem..

Patrzę w lustro i widzę nikogo. Ktoś się uśmiecha koło mnie, ktoś inny mi wbija z tyłu nóż w plecy. Kim jestem?

Chcę uciec. Znowu chcę uciec do mojej Utopii..

Gdzie ona jest? Gdzie jest moje pieprzone serce?

Chce mi się wrzeszczeć. Na cały głos.. Tak, żeby wszyscy usłyszeli. Może wtedy odnajdę swoje miejsce na tym szarym świecie. Jestem zagubiona wśród tłumu, mała dziewczynka pomiędzy drzewami.

Za dużo. Za dużo wszystkiego..

Popierdolone to wszystko. Nawet nie mogę powiedzieć co mi leży na sercu. Mój blog nie jest już moim blogiem..

Week 1 – Projekt Foto 365

Wiem, wiem, miałam wstawić zdjęcia w czwartek, lecz zaowocował u mnie brak czasu przez masę projektów. Więc zaczynam ;)

       

Tak się prezentuje mój pierwszy fotograficzny tydzień ;) Zbyt dużo się nie działa, jedyną większą „atrakcją” był przyjazd Łukasza, za co Mu bardzo dziękuję. To były miłe chwile, naprawdę..

Jest 6 zdjęć, gdyż jeden dzień był całkowicie bez weny i nawet nosa nie wyściubiałam z domu. Postaram się poprawić w tygodniu drugim :)

Papa

Projekt Foto 365

Hejka!

Ostatnio się niewiele przydarzyło, lecz przeszukując gdzieś odmęty internetu, wynalazłam Project Foto 365. Polega on na robieniu codziennie zdjęć – czyli coś co kocham :3 Zadaniem pobocznym jest wstawianie tych wszystkich zdjęć na Flickr. Oczywiście, zdjęcia mają być wykonane zgodnie z tematem przewodnim – podawanym raz na tydzień. Następnie z tego wyłaniany jest zwycięzca – autor najlepszego zdjęcia.

Pomyślałam więc, że mogłabym to samo zrobić, lecz zamiast na Flickr, zdjęcia tygodniowo będę wrzucać tu :)

Na razie jestem na dniu 2 i jeszcze mi się nie znudziło xD

Nie no, żartuję. Mam nadzieję, że nie będzie aż tak źle tym razem z moim zapałem :P

Papatki :)

Ucieczka

Ciągle uciekam..

Od miłości.. ciepła.. zrozumienia… bólu..przeszłości.

Moje życie to jedna wielka ucieczka bez celu. Krążenie w labiryncie pełnym kłamstw. Boję się. Ciągle się boję..

Boję się o coś, co nawet nie jest moje. i nigdy nie będzie.

To takie żałosne bać się o coś, czego się wcale nie zna.

Tak, to ja postawiłam mur. I to ja nie chcę go zburzyć. Jedna część mnie nie chce. Druga pnie się w górę i spada w otchłań. Ciągły krzyk w mojej głowie ‚Wagabudno, przestań’. Lecz ta nie słucha. Już dawno przegrałam z nią. Przegrałam.

To tak bardzo nie ma sensu. Piszę i nic z tego nie wynika…

Jak zawsze, znaczę tyle…

Nowy Rok…

Tak. Nowy Rok. I co?

JEST TAK SAMO. Po cholerę „Nowy Rok” jest „nowy”?

Skoro jest tak samo..

Moja „rodzina” tak bardzo mi złożyła życzenia, że „przy okazji” matka napisała, że czegoś potrzebuje. Gdyby nic nie potrzebowała, pewnie by nie napisała. Jak zwykle..W Wigilię tata nawet nie chciał ze mną rozmawiać. Wyłączył się po paru minutach -,- No spoko. Rozryczałam się, kuźwa. Jak zwykle się wszystkim przejmuję..

Szczególnie tymi, którzy mają mnie gdzieś. W końcu to trzeba powiedzieć. Bo na pewno w „bądź szczęśliwa” była szczerość. Już. Więcej szczerości ma nieznany mi kompletnie człowiek, od osoby, z którą się żyło przez 3/4 życia… Nawet Arek, którego znam ledwo 10 dni, zdołał ogarnąć mnie na parę minut, a mama?

Serio…

Mój były (K.) też od Nowego Roku odpiernicza.. Pisze takie posty na tt, że się czasem rzygać chce od jego głupoty. Ale jest na szczycie..

Tak, tylko gówno na szczycie Mt. Everestu to nadal gówno.

No nic. Wracam do pracy i do Mai i Ani.

Cieszę się, że przynajmniej od tej strony jest dobrze..

Może mi ktoś powiedzieć, czy jestem aż tak bardzo złą osobą, że wszystko,  co złe z przeszłości do mnie wraca? Bo każdy zaprzecza…

A nikt nie chce powiedzieć wprost.

Pytania…

Dziś trochę nietypowo.
Mam mnóstwo pytań do samych siebie. Odnośnie różnych rzeczy… Jest wiele tematów, które mnie „interesują”. Dlatego je sobie pogrupuję. O.
1. Miłość
a) Kiedy zaczęłam coś czuć do Marcina?
Na początku, kiedy spędzaliśmy wspólnie czas, nie spodziewałam się, że powstanie coś z tego ‚większego’. Czasem nadal w to nie mogę uwierzyć.. (Przepraszam) że znalazłam takie szczęście. A czuć zaczęłam coś na przełomie 3/4 miesiąca. To nie było jeszcze dojrzałe uczucie, ale się uczyłam od nowa, jak się kocha. Ciekawe, kiedy On się we mnie zakochał… :3 Ale od razu mówię. Zawsze kochałam i kocham do dziś Go jak brata. O.
b) Najpierw miłość, czy pożądanie?
No więc, jako że miłość wiąże się z pożądaniem, ale pożądanie z miłością nie zawsze.. Najpierw uczucie. Warto je pierw rozniecić, by później zcementować seksem, hm? To staroświecka zasada, ale uważam, ze tylko wtedy można stworzyć coś pięknego. (Choć nie przeszkadza mi, jak ktoś twierdzi inaczej)
c) Pierwszy raz?
Był dla mnie dniem, w którym odkryłam siebie na nowo. Bo o to w tym chodzi.. Kochałam się z chłopakiem, którego kocham. Tyle. Poza tym, jest dla mnie sprawą prywatną. Zbyt prywatną, żeby tu to opisywać.
d) Zmiany w uczuciach
Jeśli są prawdziwe, nic się nie powinno zmienić. Nic.
Po 2 latach (prawie) mogę stwierdzić, ze pomiędzy nami nic nie zgasło. Nasze uczucie się tylko wzmacnia. A jest ciągle wystawiane na próbę… odległość. Jednak da się z czasem do tego przyzwyczaić. Ten Jego uśmiech na peronie…

2. Przyjaźń
a) Co czułam, jak się dowiedziałam, że Marcus to Kamil?
Szczerze? Na początku złość. Na samą siebie. Że w ogóle Go pamiętam. Że sobie zaśmiecam głowę takimi kretynami. Potem mi poleciała łezka. Owszem… Wspomnienia czasem bolą. I to bardzo.. (nawet nie wiem, czy mam tu o nim jakąś notkę..). Może kiedyś ten związek jednodniowy opiszę xD Ale to było urocze.. Dlatego chcę to opisać. Ale nie teraz.